wtorek, 12 listopada 2013

Rozdział III



Tytuł: Mysterious Islington (Tajemniczy Islington)

Autor: DameTomlynz

Opis: "Justin jest jednym z najgroźniejszych​ mieszkańców Londynu. Jeden piętnastoletni chłopiec nie świadomie zwraca na siebie jego uwagę. Pewnego dnia Louis zostaje porwany, w tym jest wykorzystywany i poniżany. Ma wrażenie, że koszmar nigdy się nie skończy, jednak po jakimś czasie los uśmiecha się do niego. W jego życie wkracza osoba, która zrobi wszystko by chłopiec wyszedł na wolność. Co stanie się z Louisem? Czy jego życie się zmieni? Czy porywacz zostanie solidnie ukarany za swoje czyny?"

Paring: Larry Stylinson

Ostrzeżenie: Opowiadanie zawiera wulgaryzm, sceny przemocy oraz miłości homoseksualnej

Od autora: Witam! A oto trzeci rozdział! To niesamowite, ponieważ minęło bardzo dużo czasu od sierpnia i już myślałam, że tu nie wrócę, ale jednak jestem. Teraz będę dodawała rozdziały co tydzień bądź dwa, a nie co trzy miesiące. Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba. Wyrażajcie swoje opinie w komentarzach. Przypominam, jeśli chcesz być informowany o kolejnych rozdziałach, w zakładce 'Informowani' zostaw swoją nazwę tt lub numer gg. Życzę miłego czytania! xx

ROZDZIAŁ III

Na dworze nastąpiło oberwanie chmury. Nie wyglądało na to by deszcz szybko chciał odpuścić, nie chcąc moknąć postanowiłem poczekać na Louisa w środku. Wszedłem do budynku szkoły. Od razu udałem się schodami na pierwsze piętro, wiedząc, że przyjaciel kiedyś wspominał gdzie znajduje się jego pracowania języka polskiego. Wszędzie panowała kompletna cisza, można było niekiedy usłyszeć donośne głosy nauczycielek zza drzwi klas. Sala numer 7. To musiało być tutaj. Na wielkich styropianowych tablicach po rozwieszane były portrety słynnych pisarzy sprzed czasów oraz dopiski pod ilustracjami informujące o ważnych wydarzeniach z życia artystów. Usiadłem na ławce, która zajmowała miejsce naprzeciwko klasy. Zacząłem się rozglądać tu i tam, ściany były pokryte kremową emalią, w niektórych miejscach emulsja już odprysnęła. Podłoże zdobił orzechowy powycierany parkiet. 

Nagle jakoś zebrało mi się na wspomnienia, kiedy to ja chodziłem do gimnazjum. To nie był zbytnio dla mnie miły czas. Rówieśnicy nie tolerowali mnie, byłem przez nich wyśmiewany i prześladowany, a tylko dlatego, że byłem INNY. Nadal jestem różny od tych wszystkich ludzi. W każdym bądź razie te urywki z przeszłości były przykre i sprawiały mi wiele bólu. 

Z transu wyrwało mnie dzwonienie dzwonka. Drzwi od Sali automatycznie otworzyły się, a z pomieszczenia zaczęli wychodzić uczniowie. Lekko zaniepokojony brakiem obecności przyjaciela, wstałem i zajrzałem do środka. Chłopak niezdarnie pomagał spakować się Irlandczykowi, który jeszcze przepisywał coś z tablicy. Odchrząknąłem, zwracając na siebie uwagę Louisa, który momentalnie upuścił książki i podbiegł do mnie. Objął mnie mocno w pasie i przytulił.

-Cześć łobuzie –odsunąłem się i potargałem jego włosy.

-Hej! Co ty tutaj robisz? –Patrzył na mnie lekko zdziwiony, lecz chyba zadowolony.

-Na zewnątrz strasznie leje, więc czekałem na korytarzu –Zerknąłem za chłopaka, na nauczycielkę i Niall, którzy z zaciekawieniem przyglądali się nam. –Mam dla Ciebie małą niespodziankę –Szepnąłem mu do ucha.

*** 

Kiedy dojechaliśmy na miejsce, było już ciemno, mimo tego, że była godzina 16:00. To przez te czarne, deszczowe kłęby chmur, które zakrywały niebo. Nigdy nie pomyślałbym, że Harry może mieć wypasione czarne Porsche i luksusową willę. Tak czy siak, podobało mi się to. Nigdy jeszcze nie byłem w takim domu, a sam raczej mogłem pomarzyć o takim. 

Wysiedliśmy z pojazdu, nałożyłem kaptur na głowę i ruszyłem w stronę apartamentu. 

-Przecież już nie pada. –Zaczął się cicho śmiać. 

-Naprawdę? – Podniosłem głowę ku górze, faktycznie nie padało. –Zdawało mi się, że jednak tak –Pokazałem mu język, na co z rozbawieniem pokręcił głową.

W środku było bardzo przytulnie. Ciepły morelowy kolor okrywał powierzchnię ścian w przedpokoju, a na podłożu ułożona była puchowa beżowa wykładzina. Zdjąłem kurtkę i odwiesiłem na wieszak, zielonooki zaprowadził mnie do małego saloniku. Na wrzosowych ścianach, wisiały zdjęcia z dzieciństwa Harrego. Bez wahania zacząłem je oglądać. Był cholernie uroczym dzieciakiem. 

-Masz ochotę na herbatę z miodem i cytryną? –Patrzył na mnie, uśmiechając się.

-Tak, poproszę. –Spojrzałem niego, po czym wróciłem do analizowania fotografii.

W mgnieniu oka Harry zjawił się z dwoma kubkami gorącego napoju. Wziąłem jeden. Wyszliśmy na zewnątrz do małej altanki, w niej wisiała drewniana huśtawka. Usiadłem na niego, a tuż obok Styles. Zacząłem dmuchać i powoli pić herbatę. 

-Dziękuję, że jesteś Boo. –Ostawił kubek i objął mnie swoim ramieniem, mocno do siebie przytulając. Byłem lekko zdziwiony, przecież nie zaczęliśmy żadnego tematu, ale nie szkodzi, to było miłe.

-Ja tobie też, Hazz. –Wtuliłem się w niego mocno, stawiając naczynie na huśtawce. Narzucił na mnie wełniany koc. Ostrożnie wstał, po chwili wrócił, trzymając w dłoni gitarę.

-Umiesz grać? –Zapytałem z zaciekawieniem.

-Nie, ale wiem, że ty umiesz. –Uśmiechnął się szeroko, przekazując mi instrument.

-Ale skąd ty to wiesz? –Patrzyłem na niego zdziwiony.

-I umiesz pięknie śpiewać, więc teraz zrób mi tu popisowy show. –Zaczął się śmiać. –Proszę państwa, a o to przed wami wschodząca gwiazda, Louis Tomlinson! –zaczął bić brawa.
Po paru chwilach przypominania melodii i brzdąkania,  zacząłem grać i śpiewać.
There was a time, (Był taki czas)
I was everything and nothing all in one. (kiedy było wszystko i nic, wszystko w jednym)

When You found me, (Kiedy mnie znalazłeś)
I was feeling like a cloud across the sun. (Czułem się jak chmura przy słońcu)

Harry patrzył na mnie jakby był zahipnotyzowany, jego wzrok spoczywał na mojej twarzy, analizując każdą jej cząstkę. Podobało mi się to, nie przestawałem.

And I need to tell you , (Muszę ci powiedzieć)
How You light up every second of the day.
(Jak rozjaśniasz każdą sekundę życia)

But in the moonlight (Kiedy w blasku księżyca)
You shine just like a beacon on the bay.
(Świecisz jak latarnia morska na zatoce)

-To było genialne, pięknie śpiewasz. Powinieneś coś z tym zrobić, iść na casting, no wiesz. –Mówił tak pod ekscytowany, że aż zabawnie to wyglądało.

-Nie wiem, może kiedyś zdobędę się na odwagę i pójdę. Dziękuję...

-To na pewno wielka szansa dla Ciebie. –Wstał i podszedł do mnie. Zauważyłem, że spod jego kurtki coś wypadło na perłowe kafelki. Schyliłem się i podniosłem. To co zobaczyłem wręcz mnie przeraziło.

–Co to jest? –pokazałem mu woreczek z białym proszkiem. –No co to kurwa jest?! –Zacząłem krzyczeć i wymachiwać sakiewką przed jego oczami. Cały od razu zbladł, patrzył na mnie nieprzytomnym wzrokiem.

-Chyba, chyba to kumpla, tak na pewno –Zaczął się niesamowicie jąkać. –Pewnie przez przypadek wziąłem. 

Byłem na niego wściekły. Jak on mógł mnie kłamać? Za nic w świecie nie przy puszczałbym, że on może ćpać.

-Lou, doskonale wiesz, że nigdy bym tego świństwa nie wziął. –Mówił półgłosem.

Akurat.. Perfidny kłamca i tyle.




4 komentarze:

  1. O moj Boże! To jest genialne, masz talent, tyle w temacie.
    Chyba mam nowe, ulubione fanfiction asvdrnubioijtdxs
    grzanka (@siemagrzanka) x

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem zachwycona
    To jest i d e a l n e
    Jezu moje Larry Feelings idbshshsushshsushshsusbwku :((((((((
    Dev :))) x @damedems

    OdpowiedzUsuń
  3. to jest świetne!!
    życzę weny i czekam na następny rozdział :))

    OdpowiedzUsuń
  4. No, no :) Podoba mi się.
    Jest parę niedociągnięć, ale o to chodzi, by stawać się coraz lepszym, prawda? ;) Nie daj się zdemotywować. Generalnie fabuła ma potencjał, mam tylko nadzieję, że nie wywiążę się z tego kolejny pusty ff o gangsterach.
    Zaskocz nas. Trzymam kciuki i czekam na kontynuację :)

    OdpowiedzUsuń