Tytuł: Mysterious Islington (Tajemniczy Inlington)
Autor: DameTomlynz
Opis: "Justin jest jednym z najgroźniejszych mieszkańców Londynu. Jeden piętnastoletni chłopiec nieświadomie zwraca na siebie jego uwagę. Pewnego dnia Louis zostaje porwany, w tym jest wykorzystywany i poniżany. Ma wrażenie, że koszmar nigdy się nie skończy, jednak po jakimś czasie los uśmiecha się do niego. W jego życie wkracza osoba, która zrobi wszystko by chłopiec wyszedł na wolność. Co stanie się z Louisem? Czy jego życie się zmieni? Czy porywacz zostanie solidnie ukarany za swoje czyny?"
Paring: Larry Stylinson
Ostrzeżenie: Opowiadanie zawiera wulgaryzm, sceny przemocy oraz miłości homoseksualnej
Od autora: Cześć! To już drugi rozdział! Mam świetne pomysły na kolejne rozdziały i nie mogę się doczekać, aż je przeczytacie. Bardzo dziękuję za miłe komentarze:) Cieszę się, że doceniacie. Widać, że moje starania nie idą na marne. Jeśli sądzicie, że rozdział jest długi to nie zupełnie się z wami zgodzę. Zdaje wam się tak, ponieważ jest dużo spacji, ale szybko się czyta:) Cześć!
Autor: DameTomlynz
Opis: "Justin jest jednym z najgroźniejszych mieszkańców Londynu. Jeden piętnastoletni chłopiec nieświadomie zwraca na siebie jego uwagę. Pewnego dnia Louis zostaje porwany, w tym jest wykorzystywany i poniżany. Ma wrażenie, że koszmar nigdy się nie skończy, jednak po jakimś czasie los uśmiecha się do niego. W jego życie wkracza osoba, która zrobi wszystko by chłopiec wyszedł na wolność. Co stanie się z Louisem? Czy jego życie się zmieni? Czy porywacz zostanie solidnie ukarany za swoje czyny?"
Paring: Larry Stylinson
Ostrzeżenie: Opowiadanie zawiera wulgaryzm, sceny przemocy oraz miłości homoseksualnej
Od autora: Cześć! To już drugi rozdział! Mam świetne pomysły na kolejne rozdziały i nie mogę się doczekać, aż je przeczytacie. Bardzo dziękuję za miłe komentarze:) Cieszę się, że doceniacie. Widać, że moje starania nie idą na marne. Jeśli sądzicie, że rozdział jest długi to nie zupełnie się z wami zgodzę. Zdaje wam się tak, ponieważ jest dużo spacji, ale szybko się czyta:) Cześć!
Rozdział II
Sobotni wieczór.
Wieczór imprez i różnych spotkań. Ja i Niall postanowiliśmy się wyrwać do
małego klubu. Nie chodzi o to, że miałem już dosyć naszych sobotnich spotkań,
przy pizzie i filmie, ale fajnie było czasami oderwać się od rutyny. Moja mama
wychodziła na imprezę, która została zorganizowana w jej pracy, a siostry
pojechały do babci , więc wszystko przybiegało idealnie z moim planem.
Zaszyłem się w swoim
pokoju i zacząłem czytać jakąś nudną książkę, po to żeby nie domyśliła się, że
mam zamiar gdzieś wyjść. Moje drzwi się otworzyły, a ja uniosłem wzrok znad
lektury. Moja mama opierała się o ich futrynę w czarnych butach na wysokim
obcasie i eleganckiej czerwonej sukience, idealnie wymalowana. Powieki delikatnie miała umalowane na
czarno, rzęsy wydłużone przez tusz, a usta pokrywała krwista szminka. Byłem w
lekkim szoku, ponieważ nigdy nie widziałem jej tak umalowanej. Zaś jej brąz
włosy były ułożone w łagodne loki. Odchrząknęła
po chwili ciszy.
-Wybieracie się gdzieś czy zostajecie w domu? –Zapytała
zaciekawiona.
-Wiesz, że nie jestem duszą towarzystwa w przeciwieństwie do
niego, ale zostajemy w domu. Zamówimy pizzę i obejrzymy jakiś film.
–Uśmiechnąłem się przekonująco. –Właśnie.. mógłbym Cię prosić o jakieś
pieniądze?
-Jasne. –Po sekundzie zniknęła w ciemnym korytarzyku.
Wróciła trzymając w dłoni czarny portfel, a na ramieniu zwisała jej mała
torebka. Wyjęła banknot i położyła go na biurku.
-Dziękuję mamo. Wyglądam naprawdę przepięknie. –Uśmiechnąłem
się od ucha do ucha, na co delikatnie się zarumieniła.
-Tak uważasz? Jesteś kochany. –Podeszła do mnie i delikatnie
ucałowała mój policzek. Prawdopodobnie zostawiła na nim czerwony ślad po
szmince, więc dyskretnie wytarłem policzek wierzchem dłoni.
-Ja już się zbieram. Nie wiem, o której wrócę, więc nie
czekajcie na mnie. Spotkanie wszystkich pracowników, żeby uczcić
dziesięciolecie pracy.. No sam chyba rozumiesz, prawda? –Zatrzepotała twoimi
długimi rzęsami, co wprawiło mnie w rozbawienie.
-Tak właśnie nie spiesz się, miłej zabawy. – wypowiedziawszy
te słowa, wróciłem do czytania pojedynczych literek i tak nic z tego nie
rozumiejąc.
Usłyszałem
zamykające się drzwi. Odetchnąłem cicho, rzucając książkę w bok i sięgając po
telefon. Na wyświetlaczu widniało imię Niall i jedna nie odebrana wiadomość od
niego treści „będę za 15 minut” dostarczona około 5 minut temu.
Zerwałem się z
łóżka, otworzyłem dużą szafę i zacząłem przekopywać w niej ubrania. Nie
wiedziałem w co się ubrać, więc wyjąłem czarne rurki. Na wieszaku wisiała
uprasowana koszula w czerwono-granatową kratkę. Zdjąłem ją w wieszaka i szybko
za siebie zarzuciłem, po czym zacząłem wciskać się w moje ciasne spodnie. Do
tego zestawu założyłem czarne buty marki Vans. Przeczesałem palcami swoją
grzywkę i zacząłem się przeglądać w lustrze.
Nagle rozległo się
głośne pukanie do drzwi, pomyślałem, że mama czegoś zapomniała lub, że
przyjaciel zdecydował się jednak wejść na górę.
W okamgnieniu przekręciłem zamek w drzwiach i uchyliłem drzwi. Nikogo
tam nie było, ale ku mojemu zdziwieniu na wycieraczce leżała biała koperta.
Zdezorientowany podniosłem ją i cofnąłem się do środka. Wyjąłem z niej arkusz
papieru. Na nim widniały litery poprzyklejane gazet, a z nich ułożone zdanie
„będziesz mój Louisie, już niebawem”. Ręce zaczęły mi się trząść, a ja prawie
zacząłem panikować. Biegiem wróciłem do swojego pokoju, chwyciłem za telefon i
zadzwoniłem do Nialla.
-Halo. Ja nigdzie nie idę, proszę Cię, wejdź na góre..
–jąkałem się tak niesamowicie, że trudno było mnie zrozumieć.
-Lou, co się dzieje? Już idę. –rozłączył się.
Po kilku sekundach znowu usłyszałem pukanie. Tym razem
ostrożnie wyjrzałem przez wizjer. Kamień spadł mi z serca kiedy zobaczyłem
Irlandczyka. Otworzyłem i wciągnąłem go
do środka za koszulkę.
-Co się… -Nie zdążył dokończyć, gdyż wepchnąłem mu list do
rąk. Gdy to czytał miał tak szeroko otworzone oczy, że mało co i by mu wypadły.
–Co to ma kurwa być?
-No kurwa kartka, a na niej literki nie? Znalazłem to 5 minut temu przed drzwiami!
–zacząłem wymachiwać rękami –Niall! Boję się! Nie idę dzisiaj nigdzie.
–Położyłem się na łóżku w swoim pokoju i zakryłem twarz poduszką.
Poczułem, że materac ugniata się, a po sekundzie jego ramiona objęły mnie i mocno przytuliły.
-Zostanę z Tobą na noc. Spokojnie, może to jakiś głupi żart
dzieciaków. Po za tym, nie widziałem, żeby ktokolwiek wychodził z klatki, a
przecież tam siedziałem. Myślę, że mógł to zrobić ktoś z twoich sąsiadów, Lou.
Po prostu szczeniackie zabawy. –Mówił cicho. Zrobiło mi się miło. W końcu mógł
iść do reszty kumplów i świetnie się bawić, niż siedzieć tu ze mną.
Odwróciłem się
twarzą do niego, popatrzyłem w jego błękitne oczy.
-Dziękuję Ci. Nie wiem co bym bez ciebie zrobił. –Po tych
słowach mocno się w niego wtuliłem.
-Daj spokój. W końcu od czego są przyjaciele. –Pocałował
mnie w głowę.
-Jutro jest mecz tak? –wyszeptałem w jego tors.
-Tak, mam nadzieję, że przyjdziesz. Bez Ciebie nie damy
rady. –mówił cicho w moje włosy.
-Oczywiście. Wystarczająco już dzisiaj zepsułem Ci wieczór.
–westchnąłem cicho.
-Nie zepsułeś. To może tradycyjnie zamówimy pizze i
obejrzymy jakiś kretyński film, co? –dźgnął mnie palcem w brzuch.
-Zgoda. –Usiadłem na łóżku i
wybrałem w telefonie numer do naszej ulubionej pizzeri Rosso.
Standardowo zamówiłem dużą pizzę z szynkę, pieczarkami i
podwójną ilością sera. Przyjaciel wybrał jakiś film. Po pół godzinie
dostarczyli nam zamówienie. I tak siedzieliśmy do późna w nocy, śmiejąc się i
komentując komedię. Przy nim straciłem wyczucie czasu, więc nawet nie wiem
kiedy usnęliśmy.
Rano obudziłem się o
9:30. Zaspany usiadłem na łóżku i zacząłem się leniwie przeciągać. Po chwili
przypomniałem sobie o wczorajszym wydarzeniu i o tym, że usnąłem tuż obok
przyjaciela. Jednak jego nie było. Wystarczyłem się i biegiem popędziłem do
kuchni. Nie zastałem go tam, zamiast niego zastałem mamę.
-Gdzie jest Niall? –zapytałem nerwowo.
-Kochanie, rodzice po niego dzwonili i wyszedł jakieś 30
minut temu. Kazał Cię przeprosić. –Po tych słowach poczułem lekką ulgę. –A coś
się stało? –upiła łyk kawy.
Usiadłem na wolnym krześle i patrzyłem na nią.
-Nie nic. –uśmiechnąłem się lekko. –A jak tam po imprezie?
Wyglądasz na wykończoną.
-I tak się czuję. Całą noc tańczyliśmy i śmialiśmy się.
Wróciłam dopiero koło czwartej, więc wiesz. –Wstała z krzesła i zaczęła
nakładać jajecznice na talerz. Wlała jeszcze herbaty do kubka i postawiła
wszystko przede mną.
-A wam jak minął wieczór? –uśmiechnęła się czule. Posłałem
jej niezrozumiałe spojrzenie, na co wywróciła oczami. –No jak tam z Niallem?
-Normalnie, a jak miało być? –burknąłem cicho i zabrałem się
do jedzenia śniadania.
Zaczęłam kręcić głową, znowu nie zrozumiałem jej. –Za pół
godziny jadę po dziewczynki, ty idź zrób zakupy. –Podsunęła mi kartkę z
produktami.
-Jasne. –Skończyłem jeść i wypiłem herbatę. Wstawiłem
naczynia do zlewu, a następnie udałem się do łazienki, by trochę się odświeżyć.
Gdy tylko się ubrałem się i ogarnąłem, od razu wyszedłem do marketu. Tak jak
prosiła kupiłem wszystko co było na liście.
W drodze powrotnej
nie spieszyłem się. Szedłem sobie spacerem, a łagodny chłodny wiaterek muskał
moje policzki. Wydawało się jakby zaraz miało padać, ale nie przejmowałem się
tym. Przez miło spędzoną noc z przyjacielem, miałem dosyć dobry humor i
zapomniałem już o nieprzyjemnej sytuacji z listem.
Dotarłem do mojej
klatki. Wszedłem na pierwsze piętro i to co tam zobaczyłem, aż odebrało mi
możliwość do oddychania i mało co nie wypuściłem zakupów z rąk. Na ciemnej
farbie, która pokrywała drzwi było napisane dużymi literami „nie kuś losu,
kochanie”.
Znowu przypomniał mi
się tajemniczy list. Otworzyłem drzwi i pędem wbiegłem do mieszkania. Rzuciłem
zakupy na podłogę, złapałem szmatkę i wytarłem dokładnie drzwi, by mama się nie
domyśliła. Wystraszony zdarzeniem, zadzwoniłem do Nialla.
-Niall, Niall, Niall! –zacząłem aż krzyczeć do słuchawki.
-Co się dzieje? –zapytał zaskoczony.
-Byłem na zakupach i jak wróciłem to całe drzwi były
wymalowane.. –zacisnąłem mocno wargi.
-Uspokój się. Nie mogę teraz do Ciebie przyjechać. Idź się
połóż i odpocznij. Spotkamy się na meczu. –w jego głosie czułem strach.
-Postaram się. –westchnąłem cicho. –Do zobaczenia.
–rozłączyłem się, nie dając mu się pożegnać.
Posłuchałem
przyjaciela i położyłem się wtulając twarz w poduszkę. Zastanawiałem się nad
całą tą sytuacją. Czego ten ktoś chce ode mnie? Co ja mu takiego zrobiłem?
Ewidentnie ktoś mnie obserwował. I tak nagle poczułem się nie swojo we własnym
domu. Po kilkunastu minutach, wstałem, wziąłem zakupy do kuchni i je
rozpakowałem. Dla zapomnienia, wziąłem się za robienie obiadu.
Nawet podczas meczu
nie mogłem skoncentrować się na grze. Ciągle gubiłem gdzieś piłkę. Czułem jakby
ktoś szczególny mnie obserwował pośród tych wszystkich widzów. Ktoś wiercił mi
dziurę w plecach i to mnie rozpraszało. Szło mi wręcz fatalnie, przez co się
jeszcze bardziej zdołowałem.
-Co się dzieje z Tomlinsonem? Najwidoczniej nasza wielka gwiazda
się zakochała. –George zaśmiał się w mikrofon. Był moim dobrym kolegą z klasy,
robił tu jako komentator. Mi wcale nie było do śmiechu.
-Kurwa! –usłyszałem głos za moimi plecami, ktoś złapał mnie za
rękę i energicznie obrócił. Zobaczyłem całą czerwoną twarz Nialla, który
wpatrywał się we mnie jakby chciał udusić.
–Co się z Tobą dzieje?! –krzyczał mi prosto w twarz. -Przegrywamy dwoma punktami, a ty chodzisz po tym boisku jak…-złapał mnie za ramiona i mocno mnie potrząsnął. –Obudź się i zacznij grać. –nie dał mi nawet dojść do słowa. Puścił mnie z mocnego uścisku i odbiegł.
–Co się z Tobą dzieje?! –krzyczał mi prosto w twarz. -Przegrywamy dwoma punktami, a ty chodzisz po tym boisku jak…-złapał mnie za ramiona i mocno mnie potrząsnął. –Obudź się i zacznij grać. –nie dał mi nawet dojść do słowa. Puścił mnie z mocnego uścisku i odbiegł.
Spojrzałem na tablicę faktycznie było 2:0. Westchnąłem cicho
i postanowiłem nie zepsuć sobie i reszcie, humorów dzisiaj. I od tamtej pory
wziąłem się w garść. Pierwszego gola strzelił Watson, drugiego Horan i tak był
remis. Do końca zostało jeszcze 10 minut, dawałem z siebie wszystko, ale gdy
stanąłem oko w oko z Malikiem, liderem drużyny Blue Bats. Nie było już wcale miło.
-I co dupku? Uważasz się za takiego super, a
wcale taki nie jesteś. Suń dupę i daj mi wygrać, frajerze. –Zaczął na mnie
warczeć.
-Zabawny jesteś. Może zamiast gadać
zaczniesz grać? –uśmiechnąłem się
ironicznie i wykopałem piłkę, która wpadła do bramki przeciwników. Usłyszałem gwiazdek kończący mecz, a wszyscy podbiegli do mnie, wzięli mnie na
ręce i zaczęli podrzucać krzycząc przy tym moje imię. Malik stał i chyba nadal
nie wierzył w to co się stało.
-Gratulacje dla Louisa! Wygrywa drużyna
White Star! –George wrzeszczał do mikrofonu.
Wszyscy nam gratulowali, a potem wręczyli
złote medale. Byłem strasznie szczęśliwy, niestety obejrzałem się i zobaczyłem
stojącego przy wejściu na boisko chłopaka. I znowu uderzyło mnie to uczucie.
Miał burzę czekoladowych loków, pojedyncze
przysłaniały jego czoło. Oczy niczym dwa mieniące się szmaragdy. Wyglądał jakby
był oblany miodem. Miał taką piękną złocistą karnację. Usta idealne do
składania najsłodszych pocałunków. Nie zauważyłem kiedy, znalazł się tuż przede
mną. Był troszkę wyższy więc spojrzałem na niego z dołu i uśmiechnąłem się
nieśmiało.
-Gratulacje panie Tomlinsonie. Mam na imię
Harry. –uśmiechnął się szeroko i wyciągnął swoją dłoń w moją stronę.
-Wystarczy Louis. Cześć Harry. –uścisnąłem jego
dłoń i odwzajemniłem uśmiech.
-Jestem pierwszy raz na waszym meczu i muszę
stwierdzić, że świetnie grasz. –Przejechał palcem po medalu który zawisał na
mojej szyi.
-Bez przesady, ale dzięki. –spojrzałem znowu
w górę na jego zielone tęczówki.
-Hej Louis! –w oddali usłyszałem znajomy
irlandzki akcent. –Widzę, że znalazłeś sobie już nowego przyjaciela. Czuję się
zaniedbany. –dźgnął mnie w żebro, na co wywróciłem oczami.
-To jest Harry. Harry poznaj Nialla. –chłopcy
podali sobie dłonie.
-Chciałem Ci powiedzieć, że wracam z Greg’iem.
Przyszedł po mnie. –spojrzałem na jego starszego brata. –A ty nie idziesz z nami nie? –zanim zdążyłem
się odezwać, nowo poznany chłopak wtrącił.
-Zajmę się twoim kolegą, spokojnie. –uśmiechnął
się przekonująco.
-Miłego wieczoru. Miło było Harry, odezwij
się Louis. –Przytulił mnie mocno na pożegnanie.
-Jasne, do jutra. –poklepałem go po plecach.
Szybko odeszli.
-Więc Louis, co powiesz na gorącą czekoladę?
–wyszczerzył swoje śnieżnobiałe zęby.
-Oczywiście, tylko muszę się przebrać
poczekaj. –Szybko wbiegłem do szatni. Nie wiem czemu się zgodziłem, przecież go
w ogóle nie znałem, ale sprawiał wrażenie miłego.
Tak jak szybko wszedłem to i wyszedłem.
Poszliśmy do pobliskiej małej kawiarni. Co
chwilę mama męczyła mnie smsami treści „kiedy będziesz w domu?”. Odpisałem na
jednego, lecz jej to oczywiście nie wystarczyło. Postanowiłem olać sprawę.
Bardzo przyjemnie spędziłem czas z Harrym na
rozmowie i śmiechać. Wywnioskowałem, że bardzo dużo nas ze sobą łączy, co było
plusem. Gdy wyszliśmy było już grubo po 22:00. Odprowadził mnie pod samą
klatkę.
-Bardzo miło było Louis. Mam nadzieję, że
jeszcze się spotkamy. –wyjął z kieszeni kurtki długopis. –Daj rękę. –uśmiechał
się szeroko. Tak jak poprosił wyciągnąłem rękę w jego stronę. Nabazgrał mi na
niej swój numer telefonu.
-Odezwij się. Dobranoc. –i ruszył wolnym
krokiem przed siebie, machając mi ręką.
-Obiecuję. Na razie. –Odmachałem mu i
wszedłem do domu. Wszyscy już spali,
więc cicho umyłem się i położyłem spać. Sen przyszedł mi bardzo łatwo i po
kilku chwilkach odpłynąłem.
Zajebisty rozdział, czekam na następny :)
OdpowiedzUsuńdawaj szybko następny :*:*
OdpowiedzUsuńmrmr <3 zakochałam się <3 dawaj szybko następny ♥
OdpowiedzUsuńKIEDY ROZDIZAŁ TRZECI!
OdpowiedzUsuńWow O.o
OdpowiedzUsuńświetnie piszesz :P
Nie czytałam nigdy nic tak ciekawego :*
Czekam na next :*
fajny . Podoba mi się. Czekam nn
OdpowiedzUsuńFajnie piszesz, czekam z niecierpliwością co dalej wymyślisz :) x
OdpowiedzUsuńJa ze swojej strony także chciałabym Cię zaprosić do przeczytania mojego fanfiction o Larrym : http://thefiftyshadesofstyles.blogspot.com/
Super piszesz, nie mogę się doczekać na dalszy ciąg :)
OdpowiedzUsuńto jest super! już mam chyba ze 100 koncepcji co się może wydarzyć, ale mimo wszystko jest to dla mnie ogromną zagadką! już nie mogę się doczekać na kolejny rozdział! życzę dużo weny :*
OdpowiedzUsuń