Autor: DameTomlynz
Opis: "Justin jest jednym z najgroźniejszych mieszkańców Londynu. Jeden piętnastoletni chłopiec nieświadomie zwraca na siebie jego uwagę. Pewnego dnia Louis zostaje porwany, w tym jest wykorzystywany i poniżany. Ma wrażenie, że koszmar nigdy się nie skończy, jednak po jakimś czasie los uśmiecha się do niego. W jego życie wkracza osoba, która zrobi wszystko by chłopiec wyszedł na wolność. Co stanie się z Louisem? Czy jego życie się zmieni? Czy porywacz zostanie solidnie ukarany za swoje czyny?"
Paring: Larry Stylinson
Ostrzeżenie: Opowiadanie zawiera wulgaryzm, sceny przemocy oraz miłości homoseksualnej
Od autora: Witajcie, chciałam wam przedstawić moje pierwsze opublikowane opowiadanie. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Każdy komentarz, każda uwaga jest ważna, ponieważ motywuje mnie do dalszego pisania. Pierwszy rozdział dosyć krótki, ale w następnych rozdziałach akcja się szybko rozkręci. Miłego czytania.
Rozdział I
Nad londyńską dzielnicą Islington kłębiły się szare chmury.
Uniosłem głowę by zobaczyć niebo. Pojedyncze krople spadały z góry, po chwili
rozpętała się spora ulewa. Przyspieszyłem tempo i wszedłem do środka lokalu. Przywitałem się z
recepcjonistką i ruszyłem w stronę swojego biura. Szedłem korytarzem w którym
panował półmrok. Mała lampa na środku nie potrafiła oświetlić całego holu. Rozjaśniała tylko po części wyburzały
czerwony kolor ścian. Na podłodze leżała szeroka, malachitowa wykładzina. Po
drodze spotkałem Linsey, naszą gosposie. Poprosiłem grzecznie, żeby zaparzyła
mi kawę i przyniosła do mnie. Wyjąłem klucze i otworzyłem drzwi. Wszedłem,
pierwsze co to zdjąłem przemoczoną, skórzaną kurtkę i rzuciłem ją na wieszak.
Usiadłem na moim skórzanym, dosyć wysokim wiśniowym krześle i zacząłem
sprawdzać jakieś dokumenty. Po kilku minutach rozległo się pukanie do drzwi.
-Dzień dobry, mogę wejść? Przyniosłam pańską kawę. –zza drzwi
wyglądała Linsey, a w dłoni trzymała porcelanową filiżankę.
-Tak, wejdź.- odsunąłem od siebie zbędne papiery i
uśmiechnąłem się do niej.
Szybko wskoczyła do gabinetu, postawiła naczynie przede mną.
Jej czarne, długie włosy były upięte w kok. Ciemnobrązowe oczy błyszczały jak
malutkie iskierki. Usta były duże, pomalowane krwistoczerwoną szminką, a cera blada jak mleko.
Uśmiechała się przyjaźnie w moją stronę. Aż trudno było nie odwzajemnić tego
uśmiechu.
-Czy jeszcze mogłabym coś zrobić? –zapytała i od razu
wyprostowała swoją szczupłą sylwetkę.
-Nie, dziękuję. Możesz już iść. –spojrzałem na nią,
mieszając przy tym kawę.
-Dobrze. Do widzenia. –powiedziała cicho i szybko
wyślizgnęła się z pomieszczenia.
Zostałem znowu sam. Mój spokój nie trwał zbyt długo, gdyż
usłyszałem ciche chichy zza ściany. Zmarszczyłem brwi, złapałem dużego łyka kawy, wstałem i wyszedłem z
biura zatrzaskując za sobą drzwi. Stanąłem przed wejściem do pokoju z numerem
4. Każda z pracownic w tym miejscu miała swój własny pokój, a ten należał do
Vanessy. Zapukałem delikatnie w drzwi i odczekałem chwilę. Nikt się nie odzywał
pomimo tego, że był w środku. Złapałem nerwowo klamkę i ją nacisnąłem. Moim
oczom ukazała się blondynka siedząca przed laptopem i rozmawiająca na skype.
Odkrząknąłem, a ona natychmiast zamknęła klapę od sprzętu. Patrzyłem na nią,
czekając na wyjaśnienia.
-Przep… -zaczęła cicho
-Co to ma w ogóle znaczyć? –wtrąciłem się, zanim zdążyła
dokończyć. -Za mało masz roboty najwidoczniej. –syknąłem
-Najmocniej pana przepraszam, to było bardzo ważne.
Obiecuję, że więcej się to nie powtórzy. –spuściła głowę w dół i patrzyła na
parkiet.
-Najpierw wypadałoby zapytać mnie, czyż nie? –podszedłem do
niej i złapałem ją za podbródek. Był tak delikatny, że gdybym mocniej ścisnął
palce, mógłby się skruszyć. –Patrz mi w oczy, jak do ciebie mówię –spojrzałem
głęboko w jej błękitne tęczówki.
- Tak, przepraszam. –wyszeptała. –Dzwonił pan Styles,
oznajmił, że ma bardzo ważną sprawę. Kazał przekazać, że będzie o 16:00.
-No, chociaż tyle zrobiłaś. –Trąciłem jej brodę. Pisnęła
cicho, od razu się za nią złapała i zaczęła masować.
-Do widzenia. – mruknęła cicho pod nosem.
Wyszedłem szybko i zamknąłem drzwi. Ponownie udałem się do
swojego gabinetu, żeby się wyszykować.
***
Podjechałem czarnym porsche pod lokal równo o 16:00.
Zostałem w samochodzie, bo na dworze strasznie lało i od razu byłbym przemoczony
do suchej nitki. Rozglądałem się, nerwowo pukając palcami o kierownicę. Myślałem,
że usnę, ale w końcu wyszedł. Szedł w rozpiętej czarnej, skórzanej kurtce, a
pod nią miał białą koszulę. Miał na nogach opięte, czarne spodnie, a jego buty
były eleganckie i wypastowane. Jego blond włosy zaś były uniesione do góry. Otworzył drzwi i wskoczył na miejsce pasażera.
-Jak tam najgroźniejszy mieszkańcu Londynu. Masz coś dla
mnie? -uśmiechnąłem się pod nosem.
-A czy ja kiedyś nie miałem? –uniósł wysoko swoje ciemne
brwi.
-Chyba nigdy. –zaśmiałem się ironicznie. –A co z tym młodym?
Miałeś mi go pokazać, w końcu będę musiał się z nim obsrywać. –przekręciłem
oczami.
Justin wyjął telefon i zaczął w nim czegoś szukać. Położył
telefon na moim kolanie, a ja otworzyłem szeroko oczy. Włosy chłopaka były
brązowe i wyglądały na jedwabiste. Kilka pasem przysłaniało jego prawe oko. A
co do oczu to miały barwę oceanu. Cera delikatna, jasna, wyglądała jak z
porcelany. Usta wąskie, ale sprawiały wrażenie słodkich malin. Wyglądał bardzo młodo, koszulka w paski i czerwone szelki dodawały mu jeszcze więcej dziecięcego uroku. Przyglądałem się
jeszcze chwilę zdjęciu, a potem szybko oddałem mu iphone. Patrzyłem na niego z
lekkim zdezorientowaniem.
-Myślisz, że on będzie spełniał twoje zachcianki tak?
–wykrzywiłem usta w niesmaku. –Chłopak pewnie nigdy nie słyszał o takiej branży, a jeśli tak to na pewno nie jest zbytnio tym zainteresowany.
-Moich nie będzie? Posłuchaj, nie będzie robił ciężkiej
roboty. Będzie dostarczał towar i zbierał kasę, czy to tak dużo? –mówił oschle,
ale czułem ironie w jego głosie.
-Może dla takiego dzieciaka tak. Ile on ma lat? Wygląda na
czternastolatka, który nie ma pojęcia o życiu. –parsknąłem cicho
-Ma piętnaście lat. Harry, nie martw się o to, że sobie nie
poradzi. Zobaczysz, tak go wytresuję, że zrobi wszystko, żeby nic mu się nie
stało. Będzie to robił dla własnego bezpieczeństwa. –dodał oburzonym tonem.
–Nie mieszaj się i pilnuj swojej dupy, jeśli chcesz być cały i zdrowy. –zaczął
przeszukiwać swoją kieszeń, wyjął mały woreczek z białym proszkiem i położył mi
na kolanie. Dawaj hajs i już mnie nie ma. –warczał.
-Justin, nie rób mu nic. To jeszcze dziecko. –spojrzałem na
niego błagalnie.
-Nie martw się. Jak będzie grzeczny to nic mu się nie
stanie. –Wyrwał rękę, trzasnął drzwiami i szybko odszedł.
Patrzyłem na rozmazaną przez deszcz postać dopóki nie zniknęła w środku
budynku. Uderzyłem pięściami o kierownice. Spojrzałem na torebeczkę z
narkotykami. Szybko schowałem do kieszeni kurtki i przekręciłem kluczyki w
stacyjce. Odjechałem szybko z piskiem opon. Po kilku sekundach jechałem już
główną ulicą Londynu.
Zapowiada się ciekawie, czekam na dalszy ciąg :) Aż dodałam do zakładek, tyle serca <3 :D
OdpowiedzUsuńSzybko dodawaj następny rozdział xD
OdpowiedzUsuńWow *_* Zapowiada się ciekawie :) Czekam na dalszy ciąg.
OdpowiedzUsuńświetne! *.* ^^ pisz dalej:)
OdpowiedzUsuńJeeju czekaam tylko na następne rozdziały i to jak najszybciej <3 / Natalia z ps ♥
OdpowiedzUsuńJest super czekam na kolejny z niecierpliwością. Piszesz świetnie. *____* // Kinga.
OdpowiedzUsuńNie czytałam jeszcze tego typu opowiadań, natrafiłam na te przypadkiem na poszkole i sądzę, że jest całkiem ciekawe.
OdpowiedzUsuńEj, ej, zajebisty początek.
OdpowiedzUsuńWeź pisz dalej, bo nie wytrzymam, hahah :D
Tak poza tym - masz mnie informować na gadu o nowych rozdziałach (mój nr masz xd).
Aż ja zaczynam zazdrościć.
Przeczytałam dopiero początek, a już wiem, że będzie lepsze od mojego MOTD.
MOJE WEWNĘTRZNE OKO MI TO MÓWI, BICZ xd
Ej no, nie wiem jak się rozpisać, ale obiecuję, że następne komentarze będą dłuższe ♥
Weny, yo
Loca.
Witaj.
OdpowiedzUsuńNa początek zaznaczam, że w przeciwieństwie do moich przedmówczyń/przedmówców, nie mam zamiaru Ci słodzić. Więc jeśli źle znosisz krytykę - nie czytaj dalej a usuń ten komentarz. To tylko uprzejme ostrzeżenie z mojej strony.
A teraz czas na moją opinię o Twojej twórczości.
Nie jest źle. Chociaż zapowiadało się strasznie. Opis jest tak pomieszany, że trzeba go kilka razy przeczytać, żeby zrozumieć jego sens. Wiem, dla Ciebie to brzmi sensownie i dobrze, ale Ty jesteś autorem. W swojej głowie dopisujesz sobie treść, której nie chcesz ujawnić na razie czytelnikom, dlatego musisz się pilnować, aby tworzyć zdania tak, aby odbiorcy Cię rozumieli.
Po tym niezbyt przyjemnym początku stwierdziłam, że mam skłonności masochistyczne i postanowiłam przeczytać rozdział.
I tu uwaga pierwsza. Coś takiej długości może być prologiem. I ten 'rozdział' nim jest, bo nie dostajemy w zasadzie żadnych informacji o bohaterach.
W kwestii akcji się nie wypowiadam. Z doświadczenia wiem, że rzadko kiedy pierwsze części są ciekawe.
Przejdźmy więc dalej. Treść. Opisy niby są, ale ich nie ma. Opisujesz ludzi zaskakująco dobrze i nie mam problemu ich sobie wyobrazić. Rozpisałabym się nieco bardziej o miejscach. Opisałeś korytarz z niezwykłą dokładnością, podczas gdy o gabinecie nie mamy większej wzmianki. Rozumiesz o co mi chodzi?
Radziłabym też przeczytać tekst przed publikacją. Myślę, że te bardziej rażące błędy składniowe wyłapiesz sam.
I teraz to, co tygryski lubią najbardziej. Wygląd bloga.
Mówią, że nie ocenia się książki po okładce, ale wszyscy wiedzą, że okładka może zachęcić lub też zupełnie odwrotnie. Mnie zraziły piksele na nagłówku, ale, jak już wspominałam, mam masochistyczne skłonności, więc się nie poddałam.
Wróćmy do tekstu. A dokładnie jego wyglądu. Zrób mały eksperyment. Złap pierwszą lepszą książkę i otwórz na byle której stronie. Spójrz na nią, a potem na swój tekst. Nie wgłębiaj się w treść. Chodzi mi o wygląd? Zauważyłeś? Tekst jest wyrównany do obu stron. To wygląda lepiej.
Poza tym, częściej korzystaj z entera. Nigdzie nie jest powiedziane, że opis musi być zbity w jedną wielką masę, na której widok się odechciewa wszystkiego.
Wierzę, że nie odbierzesz tego jako złośliwość z mojej strony. Widzę w Tobie potencjał na dobrego autora. Teraz tylko musisz zadecydować co chcesz z tym zrobić.
Pozdrawiam serdecznie ;)
Jest potencjał, postaraj się, a naprawdę coś może z tego wyjść.
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejne rozdziały. Nie spieprz tego, mała. ;]