sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział II



 Tytuł: Mysterious Islington (Tajemniczy Inlington)

Autor: DameTomlynz

Opis: "Justin jest jednym z najgroźniejszych​ mieszkańców Londynu. Jeden piętnastoletni chłopiec nieświadomie zwraca na siebie jego uwagę. Pewnego dnia Louis zostaje porwany, w tym jest wykorzystywany i poniżany. Ma wrażenie, że koszmar nigdy się nie skończy, jednak po jakimś czasie los uśmiecha się do niego. W jego życie wkracza osoba, która zrobi wszystko by chłopiec wyszedł na wolność. Co stanie się z Louisem? Czy jego życie się zmieni? Czy porywacz zostanie solidnie ukarany za swoje czyny?"

Paring: Larry Stylinson

Ostrzeżenie: Opowiadanie zawiera wulgaryzm, sceny przemocy oraz miłości homoseksualnej

Od autora: Cześć! To już drugi rozdział! Mam świetne pomysły na kolejne rozdziały i nie mogę się doczekać, aż je przeczytacie. Bardzo dziękuję za miłe komentarze:) Cieszę się, że doceniacie. Widać, że moje starania nie idą na marne. Jeśli sądzicie, że rozdział jest długi to nie zupełnie się z wami zgodzę. Zdaje wam się tak, ponieważ jest dużo spacji, ale szybko się czyta:) Cześć!


Rozdział II


   Sobotni wieczór. Wieczór imprez i różnych spotkań. Ja i Niall postanowiliśmy się wyrwać do małego klubu. Nie chodzi o to, że miałem już dosyć naszych sobotnich spotkań, przy pizzie i filmie, ale fajnie było czasami oderwać się od rutyny. Moja mama wychodziła na imprezę, która została zorganizowana w jej pracy, a siostry pojechały do babci , więc wszystko przybiegało idealnie z moim planem.

   Zaszyłem się w swoim pokoju i zacząłem czytać jakąś nudną książkę, po to żeby nie domyśliła się, że mam zamiar gdzieś wyjść. Moje drzwi się otworzyły, a ja uniosłem wzrok znad lektury. Moja mama opierała się o ich futrynę w czarnych butach na wysokim obcasie i eleganckiej czerwonej sukience, idealnie wymalowana.  Powieki delikatnie miała umalowane na czarno, rzęsy wydłużone przez tusz, a usta pokrywała krwista szminka. Byłem w lekkim szoku, ponieważ nigdy nie widziałem jej tak umalowanej. Zaś jej brąz włosy były ułożone w łagodne loki.  Odchrząknęła po chwili ciszy.

   -Wybieracie się gdzieś czy zostajecie w domu? –Zapytała zaciekawiona.

   -Wiesz, że nie jestem duszą towarzystwa w przeciwieństwie do niego, ale zostajemy w domu. Zamówimy pizzę i obejrzymy jakiś film. –Uśmiechnąłem się przekonująco. –Właśnie.. mógłbym Cię prosić o jakieś pieniądze?

   -Jasne. –Po sekundzie zniknęła w ciemnym korytarzyku. Wróciła trzymając w dłoni czarny portfel, a na ramieniu zwisała jej mała torebka. Wyjęła banknot i położyła go na biurku.

   -Dziękuję mamo. Wyglądam naprawdę przepięknie. –Uśmiechnąłem się od ucha do ucha, na co delikatnie się zarumieniła.

   -Tak uważasz? Jesteś kochany. –Podeszła do mnie i delikatnie ucałowała mój policzek. Prawdopodobnie zostawiła na nim czerwony ślad po szmince, więc dyskretnie wytarłem policzek wierzchem dłoni. 

   -Ja już się zbieram. Nie wiem, o której wrócę, więc nie czekajcie na mnie. Spotkanie wszystkich pracowników, żeby uczcić dziesięciolecie pracy.. No sam chyba rozumiesz, prawda? –Zatrzepotała twoimi długimi rzęsami, co wprawiło mnie w rozbawienie.

   -Tak właśnie nie spiesz się, miłej zabawy. – wypowiedziawszy te słowa, wróciłem do czytania pojedynczych literek i tak nic z tego nie rozumiejąc.

   Usłyszałem zamykające się drzwi. Odetchnąłem cicho, rzucając książkę w bok i sięgając po telefon. Na wyświetlaczu widniało imię Niall i jedna nie odebrana wiadomość od niego treści „będę za 15 minut” dostarczona około 5 minut temu.

   Zerwałem się z łóżka, otworzyłem dużą szafę i zacząłem przekopywać w niej ubrania. Nie wiedziałem w co się ubrać, więc wyjąłem czarne rurki. Na wieszaku wisiała uprasowana koszula w czerwono-granatową kratkę. Zdjąłem ją w wieszaka i szybko za siebie zarzuciłem, po czym zacząłem wciskać się w moje ciasne spodnie. Do tego zestawu założyłem czarne buty marki Vans. Przeczesałem palcami swoją grzywkę i zacząłem się przeglądać w lustrze. 

   Nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi, pomyślałem, że mama czegoś zapomniała lub, że przyjaciel zdecydował się jednak wejść na górę.  W okamgnieniu przekręciłem zamek w drzwiach i uchyliłem drzwi. Nikogo tam nie było, ale ku mojemu zdziwieniu na wycieraczce leżała biała koperta. Zdezorientowany podniosłem ją i cofnąłem się do środka. Wyjąłem z niej arkusz papieru. Na nim widniały litery poprzyklejane gazet, a z nich ułożone zdanie „będziesz mój Louisie, już niebawem”. Ręce zaczęły mi się trząść, a ja prawie zacząłem panikować. Biegiem wróciłem do swojego pokoju, chwyciłem za telefon i zadzwoniłem do Nialla. 

   -Halo. Ja nigdzie nie idę, proszę Cię, wejdź na góre.. –jąkałem się tak niesamowicie, że trudno było mnie zrozumieć.

   -Lou, co się dzieje? Już idę. –rozłączył się.

  Po kilku sekundach znowu usłyszałem pukanie. Tym razem ostrożnie wyjrzałem przez wizjer. Kamień spadł mi z serca kiedy zobaczyłem Irlandczyka. Otworzyłem i  wciągnąłem go do środka za koszulkę. 

   -Co się… -Nie zdążył dokończyć, gdyż wepchnąłem mu list do rąk. Gdy to czytał miał tak szeroko otworzone oczy, że mało co i by mu wypadły. –Co to ma kurwa być? 

   -No kurwa kartka, a na niej literki nie?  Znalazłem to 5 minut temu przed drzwiami! –zacząłem wymachiwać rękami –Niall! Boję się! Nie idę dzisiaj nigdzie. –Położyłem się na łóżku w swoim pokoju i zakryłem twarz poduszką. 

   Poczułem, że materac ugniata się, a po sekundzie jego ramiona objęły mnie i mocno przytuliły.
   -Zostanę z Tobą na noc. Spokojnie, może to jakiś głupi żart dzieciaków. Po za tym, nie widziałem, żeby ktokolwiek wychodził z klatki, a przecież tam siedziałem. Myślę, że mógł to zrobić ktoś z twoich sąsiadów, Lou. Po prostu szczeniackie zabawy. –Mówił cicho. Zrobiło mi się miło. W końcu mógł iść do reszty kumplów i świetnie się bawić, niż siedzieć tu ze mną. 

   Odwróciłem się twarzą do niego, popatrzyłem w jego błękitne oczy.
   -Dziękuję Ci. Nie wiem co bym bez ciebie zrobił. –Po tych słowach mocno się w niego wtuliłem.

   -Daj spokój. W końcu od czego są przyjaciele. –Pocałował mnie w głowę.

   -Jutro jest mecz tak? –wyszeptałem w jego tors.

   -Tak, mam nadzieję, że przyjdziesz. Bez Ciebie nie damy rady. –mówił cicho w moje włosy.

   -Oczywiście. Wystarczająco już dzisiaj zepsułem Ci wieczór. –westchnąłem cicho. 

   -Nie zepsułeś. To może tradycyjnie zamówimy pizze i obejrzymy jakiś kretyński film, co? –dźgnął mnie palcem w brzuch.

   -Zgoda. –Usiadłem na łóżku i  wybrałem w telefonie numer do naszej ulubionej pizzeri Rosso. 

   Standardowo zamówiłem dużą pizzę z szynkę, pieczarkami i podwójną ilością sera. Przyjaciel wybrał jakiś film. Po pół godzinie dostarczyli nam zamówienie. I tak siedzieliśmy do późna w nocy, śmiejąc się i komentując komedię. Przy nim straciłem wyczucie czasu, więc nawet nie wiem kiedy usnęliśmy.




   Rano obudziłem się o 9:30. Zaspany usiadłem na łóżku i zacząłem się leniwie przeciągać. Po chwili przypomniałem sobie o wczorajszym wydarzeniu i o tym, że usnąłem tuż obok przyjaciela. Jednak jego nie było. Wystarczyłem się i biegiem popędziłem do kuchni. Nie zastałem go tam, zamiast niego zastałem mamę.

   -Gdzie jest Niall? –zapytałem nerwowo.

   -Kochanie, rodzice po niego dzwonili i wyszedł jakieś 30 minut temu. Kazał Cię przeprosić. –Po tych słowach poczułem lekką ulgę. –A coś się stało? –upiła łyk kawy.

   Usiadłem na wolnym krześle i patrzyłem na nią.
   -Nie nic. –uśmiechnąłem się lekko. –A jak tam po imprezie? Wyglądasz na wykończoną.

   -I tak się czuję. Całą noc tańczyliśmy i śmialiśmy się. Wróciłam dopiero koło czwartej, więc wiesz. –Wstała z krzesła i zaczęła nakładać jajecznice na talerz. Wlała jeszcze herbaty do kubka i postawiła wszystko przede mną. 

   -A wam jak minął wieczór? –uśmiechnęła się czule. Posłałem jej niezrozumiałe spojrzenie, na co wywróciła oczami. –No jak tam z Niallem?

   -Normalnie, a jak miało być? –burknąłem cicho i zabrałem się do jedzenia śniadania.
Zaczęłam kręcić głową, znowu nie zrozumiałem jej. –Za pół godziny jadę po dziewczynki, ty idź zrób zakupy. –Podsunęła mi kartkę z produktami. 

   -Jasne. –Skończyłem jeść i wypiłem herbatę. Wstawiłem naczynia do zlewu, a następnie udałem się do łazienki, by trochę się odświeżyć. Gdy tylko się ubrałem się i ogarnąłem, od razu wyszedłem do marketu. Tak jak prosiła kupiłem wszystko co było na liście. 

   W drodze powrotnej nie spieszyłem się. Szedłem sobie spacerem, a łagodny chłodny wiaterek muskał moje policzki. Wydawało się jakby zaraz miało padać, ale nie przejmowałem się tym. Przez miło spędzoną noc z przyjacielem, miałem dosyć dobry humor i zapomniałem już o nieprzyjemnej sytuacji z listem. 

   Dotarłem do mojej klatki. Wszedłem na pierwsze piętro i to co tam zobaczyłem, aż odebrało mi możliwość do oddychania i mało co nie wypuściłem zakupów z rąk. Na ciemnej farbie, która pokrywała drzwi było napisane dużymi literami „nie kuś losu, kochanie”.
   Znowu przypomniał mi się tajemniczy list. Otworzyłem drzwi i pędem wbiegłem do mieszkania. Rzuciłem zakupy na podłogę, złapałem szmatkę i wytarłem dokładnie drzwi, by mama się nie domyśliła. Wystraszony zdarzeniem, zadzwoniłem do Nialla.

   -Niall, Niall, Niall! –zacząłem aż krzyczeć do słuchawki.

   -Co się dzieje? –zapytał zaskoczony.

   -Byłem na zakupach i jak wróciłem to całe drzwi były wymalowane.. –zacisnąłem mocno wargi. 

   -Uspokój się. Nie mogę teraz do Ciebie przyjechać. Idź się połóż i odpocznij. Spotkamy się na meczu. –w jego głosie czułem strach.

   -Postaram się. –westchnąłem cicho. –Do zobaczenia. –rozłączyłem się, nie dając mu się pożegnać.

   Posłuchałem przyjaciela i położyłem się wtulając twarz w poduszkę. Zastanawiałem się nad całą tą sytuacją. Czego ten ktoś chce ode mnie? Co ja mu takiego zrobiłem? Ewidentnie ktoś mnie obserwował. I tak nagle poczułem się nie swojo we własnym domu. Po kilkunastu minutach, wstałem, wziąłem zakupy do kuchni i je rozpakowałem. Dla zapomnienia, wziąłem się za robienie obiadu.




  Nawet podczas meczu nie mogłem skoncentrować się na grze. Ciągle gubiłem gdzieś piłkę. Czułem jakby ktoś szczególny mnie obserwował pośród tych wszystkich widzów. Ktoś wiercił mi dziurę w plecach i to mnie rozpraszało. Szło mi wręcz fatalnie, przez co się jeszcze bardziej zdołowałem.

   -Co się dzieje z Tomlinsonem? Najwidoczniej nasza wielka gwiazda się zakochała. –George zaśmiał się w mikrofon. Był moim dobrym kolegą z klasy, robił tu jako komentator. Mi wcale nie było do śmiechu.

   -Kurwa! –usłyszałem głos za moimi plecami, ktoś złapał mnie za rękę i energicznie obrócił. Zobaczyłem całą czerwoną twarz Nialla, który wpatrywał się we mnie jakby chciał udusić.
–Co się z Tobą dzieje?! –krzyczał mi prosto w twarz. -Przegrywamy dwoma punktami, a ty chodzisz po tym boisku jak…-złapał mnie za ramiona i mocno mnie potrząsnął. –Obudź się i zacznij grać. –nie dał mi nawet dojść do słowa. Puścił mnie z mocnego uścisku i odbiegł. 

   Spojrzałem na tablicę faktycznie było 2:0. Westchnąłem cicho i postanowiłem nie zepsuć sobie i reszcie, humorów dzisiaj. I od tamtej pory wziąłem się w garść. Pierwszego gola strzelił Watson, drugiego Horan i tak był remis. Do końca zostało jeszcze 10 minut, dawałem z siebie wszystko, ale gdy stanąłem oko w oko z Malikiem, liderem drużyny Blue Bats. Nie było już wcale miło.

   -I co dupku? Uważasz się za takiego super, a wcale taki nie jesteś. Suń dupę i daj mi wygrać, frajerze. –Zaczął na mnie warczeć.

   -Zabawny jesteś. Może zamiast gadać zaczniesz grać? –uśmiechnąłem się  ironicznie i wykopałem piłkę, która wpadła do bramki przeciwników. Usłyszałem gwiazdek kończący mecz, a wszyscy podbiegli do mnie, wzięli mnie na ręce i zaczęli podrzucać krzycząc przy tym moje imię. Malik stał i chyba nadal nie wierzył w to co się stało.

   -Gratulacje dla Louisa! Wygrywa drużyna White Star! –George wrzeszczał do mikrofonu.
   Wszyscy nam gratulowali, a potem wręczyli złote medale. Byłem strasznie szczęśliwy, niestety obejrzałem się i zobaczyłem stojącego przy wejściu na boisko chłopaka. I znowu uderzyło mnie to uczucie.

   Miał burzę czekoladowych loków, pojedyncze przysłaniały jego czoło. Oczy niczym dwa mieniące się szmaragdy. Wyglądał jakby był oblany miodem. Miał taką piękną złocistą karnację. Usta idealne do składania najsłodszych pocałunków. Nie zauważyłem kiedy, znalazł się tuż przede mną. Był troszkę wyższy więc spojrzałem na niego z dołu i uśmiechnąłem się nieśmiało. 

   -Gratulacje panie Tomlinsonie. Mam na imię Harry. –uśmiechnął się szeroko i wyciągnął swoją dłoń w moją stronę. 

   -Wystarczy Louis. Cześć Harry. –uścisnąłem jego dłoń i odwzajemniłem uśmiech.

   -Jestem pierwszy raz na waszym meczu i muszę stwierdzić, że świetnie grasz. –Przejechał palcem po medalu który zawisał na mojej szyi.

   -Bez przesady, ale dzięki. –spojrzałem znowu w górę na jego zielone tęczówki.

   -Hej Louis! –w oddali usłyszałem znajomy irlandzki akcent. –Widzę, że znalazłeś sobie już nowego przyjaciela. Czuję się zaniedbany. –dźgnął mnie w żebro, na co wywróciłem oczami.

   -To jest Harry. Harry poznaj Nialla. –chłopcy podali sobie dłonie.

   -Chciałem Ci powiedzieć, że wracam z Greg’iem. Przyszedł po mnie. –spojrzałem na jego starszego brata.  –A ty nie idziesz z nami nie? –zanim zdążyłem się odezwać, nowo poznany chłopak wtrącił.

   -Zajmę się twoim kolegą, spokojnie. –uśmiechnął się przekonująco.

   -Miłego wieczoru. Miło było Harry, odezwij się Louis. –Przytulił mnie mocno na pożegnanie.

   -Jasne, do jutra. –poklepałem go po plecach. Szybko odeszli.

   -Więc Louis, co powiesz na gorącą czekoladę? –wyszczerzył swoje śnieżnobiałe zęby.

   -Oczywiście, tylko muszę się przebrać poczekaj. –Szybko wbiegłem do szatni. Nie wiem czemu się zgodziłem, przecież go w ogóle nie znałem, ale sprawiał wrażenie miłego.

   Tak jak szybko wszedłem to i wyszedłem. Poszliśmy do pobliskiej małej kawiarni. Co chwilę mama męczyła mnie smsami treści „kiedy będziesz w domu?”. Odpisałem na jednego, lecz jej to oczywiście nie wystarczyło. Postanowiłem olać sprawę. 

   Bardzo przyjemnie spędziłem czas z Harrym na rozmowie i śmiechać. Wywnioskowałem, że bardzo dużo nas ze sobą łączy, co było plusem. Gdy wyszliśmy było już grubo po 22:00. Odprowadził mnie pod samą klatkę.

   -Bardzo miło było Louis. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. –wyjął z kieszeni kurtki długopis. –Daj rękę. –uśmiechał się szeroko. Tak jak poprosił wyciągnąłem rękę w jego stronę. Nabazgrał mi na niej swój numer telefonu.

   -Odezwij się. Dobranoc. –i ruszył wolnym krokiem przed siebie, machając mi ręką.

   -Obiecuję. Na razie. –Odmachałem mu i wszedłem  do domu. Wszyscy już spali, więc cicho umyłem się i położyłem spać. Sen przyszedł mi bardzo łatwo i po kilku chwilkach odpłynąłem.



sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział I

Tytuł: Mysterious Islington (Tajemniczy Inlington)

Autor: DameTomlynz

Opis: "Justin jest jednym z najgroźniejszych​ mieszkańców Londynu. Jeden piętnastoletni chłopiec nieświadomie zwraca na siebie jego uwagę. Pewnego dnia Louis zostaje porwany, w tym jest wykorzystywany i poniżany. Ma wrażenie, że koszmar nigdy się nie skończy, jednak po jakimś czasie los uśmiecha się do niego. W jego życie wkracza osoba, która zrobi wszystko by chłopiec wyszedł na wolność. Co stanie się z Louisem? Czy jego życie się zmieni? Czy porywacz zostanie solidnie ukarany za swoje czyny?"

Paring: Larry Stylinson

Ostrzeżenie: Opowiadanie zawiera wulgaryzm, sceny przemocy oraz miłości homoseksualnej

Od autora: Witajcie, chciałam wam przedstawić moje pierwsze opublikowane opowiadanie. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Każdy komentarz, każda uwaga jest ważna, ponieważ motywuje mnie do dalszego pisania. Pierwszy rozdział dosyć krótki, ale w następnych rozdziałach akcja się szybko rozkręci. Miłego czytania. 


Rozdział I


Nad londyńską dzielnicą Islington kłębiły się szare chmury. Uniosłem głowę by zobaczyć niebo. Pojedyncze krople spadały z góry, po chwili rozpętała się spora ulewa. Przyspieszyłem tempo i  wszedłem do środka lokalu. Przywitałem się z recepcjonistką i ruszyłem w stronę swojego biura. Szedłem korytarzem w którym panował półmrok. Mała lampa na środku nie potrafiła oświetlić całego holu. Rozjaśniała tylko po części wyburzały czerwony kolor ścian. Na podłodze leżała szeroka, malachitowa wykładzina. Po drodze spotkałem Linsey, naszą gosposie. Poprosiłem grzecznie, żeby zaparzyła mi kawę i przyniosła do mnie. Wyjąłem klucze i otworzyłem drzwi. Wszedłem, pierwsze co to zdjąłem przemoczoną, skórzaną kurtkę i rzuciłem ją na wieszak. Usiadłem na moim skórzanym, dosyć wysokim wiśniowym krześle i zacząłem sprawdzać jakieś dokumenty. Po kilku minutach rozległo się pukanie do drzwi. 

-Dzień dobry, mogę wejść? Przyniosłam pańską kawę. –zza drzwi wyglądała Linsey, a w dłoni trzymała porcelanową filiżankę.

-Tak, wejdź.- odsunąłem od siebie zbędne papiery i uśmiechnąłem się do niej.

Szybko wskoczyła do gabinetu, postawiła naczynie przede mną. Jej czarne, długie włosy były upięte w kok. Ciemnobrązowe oczy błyszczały jak malutkie iskierki. Usta były duże, pomalowane krwistoczerwoną szminką, a cera blada jak mleko. Uśmiechała się przyjaźnie w moją stronę. Aż trudno było nie odwzajemnić tego uśmiechu.

-Czy jeszcze mogłabym coś zrobić? –zapytała i od razu wyprostowała swoją szczupłą sylwetkę.

-Nie, dziękuję. Możesz już iść. –spojrzałem na nią, mieszając przy tym kawę.

-Dobrze. Do widzenia. –powiedziała cicho i szybko wyślizgnęła się z pomieszczenia.

Zostałem znowu sam. Mój spokój nie trwał zbyt długo, gdyż usłyszałem ciche chichy zza ściany. Zmarszczyłem brwi, złapałem dużego łyka kawy, wstałem i wyszedłem z biura zatrzaskując za sobą drzwi. Stanąłem przed wejściem do pokoju z numerem 4. Każda z pracownic w tym miejscu miała swój własny pokój, a ten należał do Vanessy. Zapukałem delikatnie w drzwi i odczekałem chwilę. Nikt się nie odzywał pomimo tego, że był w środku. Złapałem nerwowo klamkę i ją nacisnąłem. Moim oczom ukazała się blondynka siedząca przed laptopem i rozmawiająca na skype. Odkrząknąłem, a ona natychmiast zamknęła klapę od sprzętu. Patrzyłem na nią, czekając na wyjaśnienia.

-Przep… -zaczęła cicho 

-Co to ma w ogóle znaczyć? –wtrąciłem się, zanim zdążyła dokończyć. -Za mało masz roboty najwidoczniej. –syknąłem

-Najmocniej pana przepraszam, to było bardzo ważne. Obiecuję, że więcej się to nie powtórzy. –spuściła głowę w dół i patrzyła na parkiet.

-Najpierw wypadałoby zapytać mnie, czyż nie? –podszedłem do niej i złapałem ją za podbródek. Był tak delikatny, że gdybym mocniej ścisnął palce, mógłby się skruszyć. –Patrz mi w oczy, jak do ciebie mówię –spojrzałem głęboko w jej błękitne tęczówki.

- Tak, przepraszam. –wyszeptała. –Dzwonił pan Styles, oznajmił, że ma bardzo ważną sprawę. Kazał przekazać, że będzie o 16:00. 

-No, chociaż tyle zrobiłaś. –Trąciłem jej brodę. Pisnęła cicho, od razu się za nią złapała i zaczęła masować. 

-Do widzenia. – mruknęła cicho pod nosem. 

Wyszedłem szybko i zamknąłem drzwi. Ponownie udałem się do swojego gabinetu, żeby się wyszykować.

***


Podjechałem czarnym porsche pod lokal równo o 16:00. Zostałem w samochodzie, bo na dworze strasznie lało i od razu byłbym przemoczony do suchej nitki. Rozglądałem się, nerwowo pukając palcami o kierownicę. Myślałem, że usnę, ale w końcu wyszedł. Szedł w rozpiętej czarnej, skórzanej kurtce, a pod nią miał białą koszulę. Miał na nogach opięte, czarne spodnie, a jego buty były eleganckie i wypastowane. Jego blond włosy zaś były uniesione do góry.  Otworzył drzwi i wskoczył na miejsce pasażera. 

-Jak tam najgroźniejszy mieszkańcu Londynu. Masz coś dla mnie?  -uśmiechnąłem się pod nosem.

-A czy ja kiedyś nie miałem? –uniósł wysoko swoje ciemne brwi. 

-Chyba nigdy. –zaśmiałem się ironicznie. –A co z tym młodym? Miałeś mi go pokazać, w końcu będę musiał się z nim obsrywać. –przekręciłem oczami.

Justin wyjął telefon i zaczął w nim czegoś szukać. Położył telefon na moim kolanie, a ja otworzyłem szeroko oczy. Włosy chłopaka były brązowe i wyglądały na jedwabiste. Kilka pasem przysłaniało jego prawe oko. A co do oczu to miały barwę oceanu. Cera delikatna, jasna, wyglądała jak z porcelany. Usta wąskie, ale sprawiały wrażenie słodkich malin. Wyglądał bardzo młodo, koszulka w paski i czerwone szelki dodawały mu jeszcze więcej dziecięcego uroku. Przyglądałem się jeszcze chwilę zdjęciu, a potem szybko oddałem mu iphone. Patrzyłem na niego z lekkim zdezorientowaniem. 

-Myślisz, że on będzie spełniał twoje zachcianki tak? –wykrzywiłem usta w niesmaku. –Chłopak pewnie nigdy nie słyszał o takiej branży, a jeśli tak to na pewno nie jest zbytnio tym zainteresowany.

-Moich nie będzie? Posłuchaj, nie będzie robił ciężkiej roboty. Będzie dostarczał towar i zbierał kasę, czy to tak dużo? –mówił oschle, ale czułem ironie w jego głosie.

-Może dla takiego dzieciaka tak. Ile on ma lat? Wygląda na czternastolatka, który nie ma pojęcia o życiu. –parsknąłem cicho

-Ma piętnaście lat. Harry, nie martw się o to, że sobie nie poradzi. Zobaczysz, tak go wytresuję, że zrobi wszystko, żeby nic mu się nie stało. Będzie to robił dla własnego bezpieczeństwa. –dodał oburzonym tonem. –Nie mieszaj się i pilnuj swojej dupy, jeśli chcesz być cały i zdrowy. –zaczął przeszukiwać swoją kieszeń, wyjął mały woreczek z białym proszkiem i położył mi na kolanie. Dawaj hajs i już mnie nie ma. –warczał. 

Przekręciłem oczami i dałem mu gotówkę.Szybko ją przeliczył i schował do kieszeni. Już zamierzał wychodzić z samochodu, kiedy nagle złapałem go za nadgarstek.

-Justin, nie rób mu nic. To jeszcze dziecko. –spojrzałem na niego błagalnie. 

-Nie martw się. Jak będzie grzeczny to nic mu się nie stanie. –Wyrwał rękę, trzasnął drzwiami i szybko odszedł.
Patrzyłem na rozmazaną przez deszcz postać dopóki nie zniknęła w środku budynku. Uderzyłem pięściami o kierownice. Spojrzałem na torebeczkę z narkotykami. Szybko schowałem do kieszeni kurtki i przekręciłem kluczyki w stacyjce. Odjechałem szybko z piskiem opon. Po kilku sekundach jechałem już główną ulicą Londynu.