Tytuł: Mysterious Islington (Tajemniczy Islington)
Autor: DameTomlynz
Opis: "Justin jest jednym z najgroźniejszych mieszkańców Londynu. Jeden piętnastoletni chłopiec nie świadomie zwraca na siebie jego uwagę. Pewnego dnia Louis zostaje porwany, w tym jest wykorzystywany i poniżany. Ma wrażenie, że koszmar nigdy się nie skończy, jednak po jakimś czasie los uśmiecha się do niego. W jego życie wkracza osoba, która zrobi wszystko by chłopiec wyszedł na wolność. Co stanie się z Louisem? Czy jego życie się zmieni? Czy porywacz zostanie solidnie ukarany za swoje czyny?"
Paring: Larry Stylinson
Ostrzeżenie: Opowiadanie zawiera wulgaryzm, sceny przemocy oraz miłości homoseksualnej
Od autora: Witam! A oto trzeci rozdział! To niesamowite, ponieważ minęło bardzo dużo czasu od sierpnia i już myślałam, że tu nie wrócę, ale jednak jestem. Teraz będę dodawała rozdziały co tydzień bądź dwa, a nie co trzy miesiące. Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba. Wyrażajcie swoje opinie w komentarzach. Przypominam, jeśli chcesz być informowany o kolejnych rozdziałach, w zakładce 'Informowani' zostaw swoją nazwę tt lub numer gg. Życzę miłego czytania! xx
ROZDZIAŁ III
Na dworze
nastąpiło oberwanie chmury. Nie wyglądało na to by deszcz szybko chciał
odpuścić, nie chcąc moknąć postanowiłem poczekać na Louisa w środku. Wszedłem
do budynku szkoły. Od razu udałem się schodami na pierwsze piętro, wiedząc, że
przyjaciel kiedyś wspominał gdzie znajduje się jego pracowania języka
polskiego. Wszędzie panowała kompletna cisza, można było niekiedy usłyszeć
donośne głosy nauczycielek zza drzwi klas. Sala numer 7. To musiało być tutaj.
Na wielkich styropianowych tablicach po rozwieszane były portrety słynnych
pisarzy sprzed czasów oraz dopiski pod ilustracjami informujące o ważnych
wydarzeniach z życia artystów. Usiadłem na ławce, która zajmowała miejsce
naprzeciwko klasy. Zacząłem się rozglądać tu i tam, ściany były pokryte kremową
emalią, w niektórych miejscach emulsja już odprysnęła. Podłoże zdobił orzechowy
powycierany parkiet.
Nagle jakoś
zebrało mi się na wspomnienia, kiedy to ja chodziłem do gimnazjum. To nie był
zbytnio dla mnie miły czas. Rówieśnicy nie tolerowali mnie, byłem przez nich
wyśmiewany i prześladowany, a tylko dlatego, że byłem INNY. Nadal jestem różny
od tych wszystkich ludzi. W każdym bądź razie te urywki z przeszłości były
przykre i sprawiały mi wiele bólu.
Z transu
wyrwało mnie dzwonienie dzwonka. Drzwi od Sali automatycznie otworzyły się, a z
pomieszczenia zaczęli wychodzić uczniowie. Lekko zaniepokojony brakiem
obecności przyjaciela, wstałem i zajrzałem do środka. Chłopak niezdarnie
pomagał spakować się Irlandczykowi, który jeszcze przepisywał coś z tablicy.
Odchrząknąłem, zwracając na siebie uwagę Louisa, który momentalnie upuścił
książki i podbiegł do mnie. Objął mnie mocno w pasie i przytulił.
-Cześć
łobuzie –odsunąłem się i potargałem jego włosy.
-Hej! Co ty
tutaj robisz? –Patrzył na mnie lekko zdziwiony, lecz chyba zadowolony.
-Na zewnątrz
strasznie leje, więc czekałem na korytarzu –Zerknąłem za chłopaka, na
nauczycielkę i Niall, którzy z zaciekawieniem przyglądali się nam. –Mam dla
Ciebie małą niespodziankę –Szepnąłem mu do ucha.
***
Kiedy dojechaliśmy
na miejsce, było już ciemno, mimo tego, że była godzina 16:00. To przez te
czarne, deszczowe kłęby chmur, które zakrywały niebo. Nigdy nie pomyślałbym, że
Harry może mieć wypasione czarne Porsche i luksusową willę. Tak czy siak,
podobało mi się to. Nigdy jeszcze nie byłem w takim domu, a sam raczej mogłem
pomarzyć o takim.
Wysiedliśmy
z pojazdu, nałożyłem kaptur na głowę i ruszyłem w stronę apartamentu.
-Przecież
już nie pada. –Zaczął się cicho śmiać.
-Naprawdę? –
Podniosłem głowę ku górze, faktycznie nie padało. –Zdawało mi się, że jednak
tak –Pokazałem mu język, na co z rozbawieniem pokręcił głową.
W środku
było bardzo przytulnie. Ciepły morelowy kolor okrywał powierzchnię ścian w
przedpokoju, a na podłożu ułożona była puchowa beżowa wykładzina. Zdjąłem
kurtkę i odwiesiłem na wieszak, zielonooki zaprowadził mnie do małego saloniku.
Na wrzosowych ścianach, wisiały zdjęcia z dzieciństwa Harrego. Bez wahania
zacząłem je oglądać. Był cholernie uroczym dzieciakiem.
-Masz ochotę
na herbatę z miodem i cytryną? –Patrzył na mnie, uśmiechając się.
-Tak,
poproszę. –Spojrzałem niego, po czym wróciłem do analizowania fotografii.
W mgnieniu
oka Harry zjawił się z dwoma kubkami gorącego napoju. Wziąłem jeden. Wyszliśmy
na zewnątrz do małej altanki, w niej wisiała drewniana huśtawka. Usiadłem na
niego, a tuż obok Styles. Zacząłem dmuchać i powoli pić herbatę.
-Dziękuję,
że jesteś Boo. –Ostawił kubek i objął mnie swoim ramieniem, mocno do siebie
przytulając. Byłem lekko zdziwiony, przecież nie zaczęliśmy żadnego tematu, ale
nie szkodzi, to było miłe.
-Ja tobie
też, Hazz. –Wtuliłem się w niego mocno, stawiając naczynie na huśtawce.
Narzucił na mnie wełniany koc. Ostrożnie wstał, po chwili wrócił, trzymając w
dłoni gitarę.
-Umiesz
grać? –Zapytałem z zaciekawieniem.
-Nie, ale
wiem, że ty umiesz. –Uśmiechnął się szeroko, przekazując mi instrument.
-Ale skąd ty
to wiesz? –Patrzyłem na niego zdziwiony.
-I umiesz
pięknie śpiewać, więc teraz zrób mi tu popisowy show. –Zaczął się śmiać. –Proszę
państwa, a o to przed wami wschodząca gwiazda, Louis Tomlinson! –zaczął bić
brawa.
Po paru
chwilach przypominania melodii i brzdąkania, zacząłem grać i śpiewać.
There was a
time, (Był taki czas)
I was everything and nothing all in one. (kiedy było wszystko i nic, wszystko w jednym)
I was everything and nothing all in one. (kiedy było wszystko i nic, wszystko w jednym)
When You found me, (Kiedy mnie
znalazłeś)
I was feeling like a cloud across the sun. (Czułem się jak chmura przy słońcu)
I was feeling like a cloud across the sun. (Czułem się jak chmura przy słońcu)
Harry
patrzył na mnie jakby był zahipnotyzowany, jego wzrok spoczywał na mojej
twarzy, analizując każdą jej cząstkę. Podobało mi się to, nie przestawałem.
And I need to tell you , (Muszę ci
powiedzieć)
How You light up every second of the day. (Jak rozjaśniasz każdą sekundę życia)
How You light up every second of the day. (Jak rozjaśniasz każdą sekundę życia)
But in the
moonlight (Kiedy w blasku księżyca)
You shine just like a beacon on the bay. (Świecisz jak latarnia morska na zatoce)
You shine just like a beacon on the bay. (Świecisz jak latarnia morska na zatoce)
-To było
genialne, pięknie śpiewasz. Powinieneś coś z tym zrobić, iść na casting, no
wiesz. –Mówił tak pod ekscytowany, że aż zabawnie to wyglądało.
-Nie wiem,
może kiedyś zdobędę się na odwagę i pójdę. Dziękuję...
-To na pewno
wielka szansa dla Ciebie. –Wstał i podszedł do mnie. Zauważyłem, że spod jego
kurtki coś wypadło na perłowe kafelki. Schyliłem się i podniosłem. To co zobaczyłem wręcz mnie
przeraziło.
–Co to jest? –pokazałem mu woreczek z białym proszkiem. –No co to
kurwa jest?! –Zacząłem krzyczeć i wymachiwać sakiewką przed jego oczami. Cały od razu zbladł, patrzył na mnie nieprzytomnym wzrokiem.
-Chyba,
chyba to kumpla, tak na pewno –Zaczął się niesamowicie jąkać. –Pewnie
przez przypadek wziąłem.
Byłem na
niego wściekły. Jak on mógł mnie kłamać? Za nic w świecie nie przy puszczałbym,
że on może ćpać.
-Lou,
doskonale wiesz, że nigdy bym tego świństwa nie wziął. –Mówił półgłosem.
Akurat.. Perfidny
kłamca i tyle.